Music
Jestem jak kot. Chodzę własnymi ścieżkami, nie patrząc na innych. Większośc moich kolegów z boiska to wkurza, ale taki już jestem. Nie zmienię tego.
Za kilkanaście minut miał rozpocząć się mecz. Jednak moje myśli były gdzie indziej. Nie wiem czemu, ale zacząłem myśleć o wczorajszym wieczorze. Nie potrafiłem i nie chciałem o nim zapomnieć. Ta dziewczyna, ta noc.. Na samą myśl o tym, uśmiech od razu gości na mojej twarzy. Od rozstania z Colleen nie potrafiłem ułożyć sobie życia, znaleźć odpowiedniej dziewczyny która by mnie pokochała taki jaki jestem. Traciłem nadzieję, do czasu kiedy na imprezie spotkałem Ją. Przykuła moją uwagę i miałem nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Tak bardzo się zamyśliłem że nawet nie zauważyłem pewnej dziewczyny, która wpadła na mnie. A raczej, to ja na nią. I to była ONA. Tak bardzo piękna, że aż nierealna.
- Patrz jak idziesz ciamajdo! - jej koszula była oblana wodą. Nie wiedziałem co robić. Nieudany początek, Ramsey.
- Przepraszam Cię. - wypaliłem. Po chwili spojrzała na mnie tymi swoimi cudnymi tęczówkami, w których się zatopiłem.
- Mimo wszystko powinieneś uważać. Właściwie nie sądziłam że Ciebie tu znowu spotkam. I że w ogóle się jeszcze spotkamy. - powiedziała niewzruszona. Wyczułem, że czeka na moją reakcję. Uśmiechnąłem się do niej lekko, co odwzajemniła. Przeszedł moje ciało przyjemny dreszcz.
- Muszę już iść. - odparła i szybko zwróciła się w kierunku wyjścia. - Miałem zamiar ją dogonić, ale Walcott szarpnął mnie niespodziewanie za ramię. Cholera! Dlaczego akurat teraz?! Westchnąłem głęboko i odwróciłem się w kierunku kumpla.
- Za kilka minut zaczynamy. Poza tym, czy to nie ta laska z którą się bawiłeś wczoraj? - zapytał zaciekawiony Theo.
- Masz dobry wzrok. - stwierdziłem. - To siostra Lucasa, Claire - uśmiechnąłem się szeroko wspominając o niej. Miałem nadzieję, że jeszcze uda mi się ją zobaczyć. I liczyłem że on właśnie mi w tym pomoże.
- Niezła sztuka. - stwierdził. Walnąłem go w ramię. Po chwili wyszliśmy na boisko całym zespołem. Nic więcej nie mogłem zrobić.
Z perspektywy Claire
Co za kretyn! Idiota! On ślepy czy jaki, że nie widzi jak ktoś idzie?! Głupie tłumaczenie ''Nie widziałem cię''... Ale chwila. Jakiś koleś zawołał do niego Aaron?! Imię wydaje mi się znajome, jakbym gdzieś je słyszała. Może w telewizji? Nie jestem pewna, muszę się o to Lucasa wypytać. Na pewno będzie wiedział. Szłam bardzo powolnym krokiem w stronę trybun, z oczywiście oblaną koszulką. W głowie nadal jednak miałam tego idiotę. Miałam o nim zapomnieć, a znowu się pojawia. Niedługo potem znalazłam się obok brata, który wyraźnie się ze mnie śmiał.
- Ktoś Ci zrobił śmigus-dyngus ? - widać było że robił sobie z tego wielkie żarty. Ale ja nie. Byłam wściekła.
- To nie jest śmieszne! - warknęłam. - Jakiś idiota, z wyglądu piłkarz oblał mnie wodą! - Boże! Claire, przestań o nim tyle myśleć - mówiłam do siebie.
- Piłkarz? Pewnie z Arsenalu. - stwierdził, a ja korzystając z okazji że mój braciszek wybrał bardzo dobre miejsce do oglądania meczu pokazałam mu o kogo chodzi. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
- Ramsey! - uśmiechnął się. Bardzo mnie ciekawiły te jego znajomości. Jednak nigdy się o nie nie wypytywałam.
- Super. - podsumowałam zakładając ręce. Mimo trwającego meczu, nie mogłam się na nim skupić. Myślałam o kimś innym. Dziwnie się z tym czułam. Z myśli wyrwał mnie tłum stadionu który wykrzykiwał ''GOOOOOOOOL'' I zgadnijcie kto go strzelił? To był On. Aaron Ramsey. Miałam zamiar to olać, ale zauważyłam, że puszcza do mnie oczko. Myślałam, że mnie rozsadzi na miejscu. Nagle poczułam jak moje policzki oblewają się rumieńcami, czego nie lubiłam. A może to nie przypadek?
Następnego dnia, wstałam wcześnie rano i poszłam się przewietrzyć. Długo myślałam. O pracy, którą bezskutecznie od jakiegoś czasu szukam, o moim nadopiekuńczym bracie, wrednej siostrze z którą nie utrzymuję kontaktu nie z mojej winy ale największą część moich myśli zajmował On. Aaron Ramsey. Myślałam, że po tamtej nocy już go więcej nie spotkam. A tu proszę! Życie lubi płatać figle. Ciekawe ile razy jeszcze się z Nim zetknę. W sumie, z chęcią bym go bliżej poznała. Wydaje się być sympatyczny, ale z drugiej strony mogę się potem rozczarować. Po bolesnym rozstaniu z Alexem, jestem nieufna w szczególności do facetów. Tylko ranić i wykorzystać potrafią. Nie chciałam więcej cierpieć. Ale Aaron.. nie wyglądał na złego faceta
Wróciłam do domu po jakiejś godzinie. Zrobiłam sobie ulubioną kawę i zasiadłam przy laptopie w poszukiwaniu jakieś oferty pracy dla mnie. Nic nie znalazłam, jak zwykle. Westchnęłam i z rezygnacją, zamknęłam komputer. Po chwili dosiadł się Lucas.
- Hej siostra. Znalazłaś już coś? - zapytał mój brat z troską w głosie. Moja mina mówiła wszystko.
- Tak jak myślałem. Ale to się niedługo może zmienić.
- O czym ty mówisz? - spytałam, po czym swój wzrok skierowałam na niego.
- W Arsenalu zwolniło się miejsce fizjoterapeutki i potrzebują kogoś. Pójdę tam z Tobą i może akurat się uda. - uśmiechnął.
- Nie wiem czy dam radę..
- Dasz, dasz. Masz już pewne doświadczenie w tej kwestii. - nie mogłam się dłużej upierać.
- Okej, spróbuję.
- Obiecujesz? - patrzył na mnie tym swoim wzrokiem, którego nie lubiłam.
- Tak!
- A teraz mała, chodź do kuchni. Przyszykujemy coś na obiad. - chwycił mnie za rękę i wzięliśmy się za przygotowywanie posiłku.
Po obiedzie i wspólnym joggingu z bratem, postanowiłam spędzić trochę czasu sama. Był ciepły dzień w Londynie więc chciałam z tego korzystać. Musiałam się psychicznie przygotować na rozmowę w sprawie pracy w Arsenalu. Miałam mieszane uczucia. Nie chciałam by wyglądało tak, że mam tę pracę dzięki kontaktom Lucasa z zespołem. Poza tym, będę musiała pracować z Ramseyem. Musiałam zacisnąć zęby.
Weszłam do ulubionej kawiarni po kawę i rozkoszowałam się pięknymi widokami, które kochałam w tym mieście. Z uśmiechem na twarzy oczywiście. Zatrzymałam się po chwili, gdyż zobaczyłam jakiegoś małego zapłakanego chłopca, który wyraźnie się zagubił. Kucnęłam przy nim.
- Hej słońce. - uśmiechnęłam się do niego - Wszystko w porządku? - spytałam poprawiając mu nieco kurteczkę. Kochałam dzieci, a ten chłopczyk był słodki i uroczy.
- Zgubiłem tatę... - powiedział cicho.
- Nie martw się, zaraz poszukamy Twojego tatę. - wzięłam małego za rękę, ale zanim się obejrzałam jakiś męski głos krzyknął imię dziecka. Mężczyzna podbiegł do nas i przytulił małego do siebie. Po chwili spojrzał na mnie a ja nie wiedziałam co zrobić.
***
Wróciłam :) Trochę mi zajęło napisanie tego rozdziału, ale nie miałam na niego kompletnie pomysłu. Ani czasu też. Ale obiecuję że się poprawię. Pewnie zalegam u Was z rozdziałami, ale nadrobię to w wolnym czasie. Proszę o komentarze i może jakieś propozycje od siebie, odnośnie tego opowiadania? Zapraszam serdecznie i pozdrawiam :3