Music
Jestem jak kot. Chodzę własnymi ścieżkami, nie patrząc na innych. Większośc moich kolegów z boiska to wkurza, ale taki już jestem. Nie zmienię tego.
Za kilkanaście minut miał rozpocząć się mecz. Jednak moje myśli były gdzie indziej. Nie wiem czemu, ale zacząłem myśleć o wczorajszym wieczorze. Nie potrafiłem i nie chciałem o nim zapomnieć. Ta dziewczyna, ta noc.. Na samą myśl o tym, uśmiech od razu gości na mojej twarzy. Od rozstania z Colleen nie potrafiłem ułożyć sobie życia, znaleźć odpowiedniej dziewczyny która by mnie pokochała taki jaki jestem. Traciłem nadzieję, do czasu kiedy na imprezie spotkałem Ją. Przykuła moją uwagę i miałem nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Tak bardzo się zamyśliłem że nawet nie zauważyłem pewnej dziewczyny, która wpadła na mnie. A raczej, to ja na nią. I to była ONA. Tak bardzo piękna, że aż nierealna.
- Patrz jak idziesz ciamajdo! - jej koszula była oblana wodą. Nie wiedziałem co robić. Nieudany początek, Ramsey.
- Przepraszam Cię. - wypaliłem. Po chwili spojrzała na mnie tymi swoimi cudnymi tęczówkami, w których się zatopiłem.
- Mimo wszystko powinieneś uważać. Właściwie nie sądziłam że Ciebie tu znowu spotkam. I że w ogóle się jeszcze spotkamy. - powiedziała niewzruszona. Wyczułem, że czeka na moją reakcję. Uśmiechnąłem się do niej lekko, co odwzajemniła. Przeszedł moje ciało przyjemny dreszcz.
- Muszę już iść. - odparła i szybko zwróciła się w kierunku wyjścia. - Miałem zamiar ją dogonić, ale Walcott szarpnął mnie niespodziewanie za ramię. Cholera! Dlaczego akurat teraz?! Westchnąłem głęboko i odwróciłem się w kierunku kumpla.
- Za kilka minut zaczynamy. Poza tym, czy to nie ta laska z którą się bawiłeś wczoraj? - zapytał zaciekawiony Theo.
- Masz dobry wzrok. - stwierdziłem. - To siostra Lucasa, Claire - uśmiechnąłem się szeroko wspominając o niej. Miałem nadzieję, że jeszcze uda mi się ją zobaczyć. I liczyłem że on właśnie mi w tym pomoże.
- Niezła sztuka. - stwierdził. Walnąłem go w ramię. Po chwili wyszliśmy na boisko całym zespołem. Nic więcej nie mogłem zrobić.
Z perspektywy Claire
Co za kretyn! Idiota! On ślepy czy jaki, że nie widzi jak ktoś idzie?! Głupie tłumaczenie ''Nie widziałem cię''... Ale chwila. Jakiś koleś zawołał do niego Aaron?! Imię wydaje mi się znajome, jakbym gdzieś je słyszała. Może w telewizji? Nie jestem pewna, muszę się o to Lucasa wypytać. Na pewno będzie wiedział. Szłam bardzo powolnym krokiem w stronę trybun, z oczywiście oblaną koszulką. W głowie nadal jednak miałam tego idiotę. Miałam o nim zapomnieć, a znowu się pojawia. Niedługo potem znalazłam się obok brata, który wyraźnie się ze mnie śmiał.
- Ktoś Ci zrobił śmigus-dyngus ? - widać było że robił sobie z tego wielkie żarty. Ale ja nie. Byłam wściekła.
- To nie jest śmieszne! - warknęłam. - Jakiś idiota, z wyglądu piłkarz oblał mnie wodą! - Boże! Claire, przestań o nim tyle myśleć - mówiłam do siebie.
- Piłkarz? Pewnie z Arsenalu. - stwierdził, a ja korzystając z okazji że mój braciszek wybrał bardzo dobre miejsce do oglądania meczu pokazałam mu o kogo chodzi. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
- Ramsey! - uśmiechnął się. Bardzo mnie ciekawiły te jego znajomości. Jednak nigdy się o nie nie wypytywałam.
- Super. - podsumowałam zakładając ręce. Mimo trwającego meczu, nie mogłam się na nim skupić. Myślałam o kimś innym. Dziwnie się z tym czułam. Z myśli wyrwał mnie tłum stadionu który wykrzykiwał ''GOOOOOOOOL'' I zgadnijcie kto go strzelił? To był On. Aaron Ramsey. Miałam zamiar to olać, ale zauważyłam, że puszcza do mnie oczko. Myślałam, że mnie rozsadzi na miejscu. Nagle poczułam jak moje policzki oblewają się rumieńcami, czego nie lubiłam. A może to nie przypadek?
Następnego dnia, wstałam wcześnie rano i poszłam się przewietrzyć. Długo myślałam. O pracy, którą bezskutecznie od jakiegoś czasu szukam, o moim nadopiekuńczym bracie, wrednej siostrze z którą nie utrzymuję kontaktu nie z mojej winy ale największą część moich myśli zajmował On. Aaron Ramsey. Myślałam, że po tamtej nocy już go więcej nie spotkam. A tu proszę! Życie lubi płatać figle. Ciekawe ile razy jeszcze się z Nim zetknę. W sumie, z chęcią bym go bliżej poznała. Wydaje się być sympatyczny, ale z drugiej strony mogę się potem rozczarować. Po bolesnym rozstaniu z Alexem, jestem nieufna w szczególności do facetów. Tylko ranić i wykorzystać potrafią. Nie chciałam więcej cierpieć. Ale Aaron.. nie wyglądał na złego faceta
Wróciłam do domu po jakiejś godzinie. Zrobiłam sobie ulubioną kawę i zasiadłam przy laptopie w poszukiwaniu jakieś oferty pracy dla mnie. Nic nie znalazłam, jak zwykle. Westchnęłam i z rezygnacją, zamknęłam komputer. Po chwili dosiadł się Lucas.
- Hej siostra. Znalazłaś już coś? - zapytał mój brat z troską w głosie. Moja mina mówiła wszystko.
- Tak jak myślałem. Ale to się niedługo może zmienić.
- O czym ty mówisz? - spytałam, po czym swój wzrok skierowałam na niego.
- W Arsenalu zwolniło się miejsce fizjoterapeutki i potrzebują kogoś. Pójdę tam z Tobą i może akurat się uda. - uśmiechnął.
- Nie wiem czy dam radę..
- Dasz, dasz. Masz już pewne doświadczenie w tej kwestii. - nie mogłam się dłużej upierać.
- Okej, spróbuję.
- Obiecujesz? - patrzył na mnie tym swoim wzrokiem, którego nie lubiłam.
- Tak!
- A teraz mała, chodź do kuchni. Przyszykujemy coś na obiad. - chwycił mnie za rękę i wzięliśmy się za przygotowywanie posiłku.
Po obiedzie i wspólnym joggingu z bratem, postanowiłam spędzić trochę czasu sama. Był ciepły dzień w Londynie więc chciałam z tego korzystać. Musiałam się psychicznie przygotować na rozmowę w sprawie pracy w Arsenalu. Miałam mieszane uczucia. Nie chciałam by wyglądało tak, że mam tę pracę dzięki kontaktom Lucasa z zespołem. Poza tym, będę musiała pracować z Ramseyem. Musiałam zacisnąć zęby.
Weszłam do ulubionej kawiarni po kawę i rozkoszowałam się pięknymi widokami, które kochałam w tym mieście. Z uśmiechem na twarzy oczywiście. Zatrzymałam się po chwili, gdyż zobaczyłam jakiegoś małego zapłakanego chłopca, który wyraźnie się zagubił. Kucnęłam przy nim.
- Hej słońce. - uśmiechnęłam się do niego - Wszystko w porządku? - spytałam poprawiając mu nieco kurteczkę. Kochałam dzieci, a ten chłopczyk był słodki i uroczy.
- Zgubiłem tatę... - powiedział cicho.
- Nie martw się, zaraz poszukamy Twojego tatę. - wzięłam małego za rękę, ale zanim się obejrzałam jakiś męski głos krzyknął imię dziecka. Mężczyzna podbiegł do nas i przytulił małego do siebie. Po chwili spojrzał na mnie a ja nie wiedziałam co zrobić.
***
Wróciłam :) Trochę mi zajęło napisanie tego rozdziału, ale nie miałam na niego kompletnie pomysłu. Ani czasu też. Ale obiecuję że się poprawię. Pewnie zalegam u Was z rozdziałami, ale nadrobię to w wolnym czasie. Proszę o komentarze i może jakieś propozycje od siebie, odnośnie tego opowiadania? Zapraszam serdecznie i pozdrawiam :3
poniedziałek, 23 lutego 2015
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Chapter One
Music
Bez słowa, niemalże po cichu weszła do mieszkania i udała się po schodach do swojego pokoju. Udało jej się to, bez zbędnych pytań brata dziewczyny, Lucasa, który troszczy się o siostrę, co czasami zdarza się doprowadzać Claire do szału. Odkąd rodzeństwo straciło w wypadku samochodowym ojca, Lucas stał się dla nieufnej dość Claire, wielkim wsparciem i osobą na którą zawsze może liczyć. Z matką nie utrzymują kontaktów, gdyż oddaliła się znacznie od reszty rodziny po śmierci męża. Nawet nie próbowała tego zmienić. Zapytacie pewne, co z siostrą tej dwójki. Otóż Maddie, najstarsza z rodzeństwa - zimna i chłodna na zewnątrz dziewczyna - dla której ważniejsze są pieniądze i zaliczanie raz po raz kolejnych facetów, nie interesuje się sprawami rodziny, a co dopiero Claire, którą uważa za wroga. Nigdy nie miały dobrych stosunków, mimo starań najmłodszej, nienawiść została do teraz. Maddie wbiła gwóźdź prosto w serce delikatnej Claire, odbijając jej faceta, z którym wyraźnie była szczęśliwa. Zburzyła jej mały azyl, w którym czuła się bezpiecznie. Maddie mogła sobie pogratulować, a Claire cierpiała. Nikt nie potrafił jej pomóc, ucieczką od problemów stała się dla niej praca fizjoterapeutki której oddawała się całkowicie, bez obawy, że ktoś jej to zniszczy.
Z perspektywy Lucasa
Po ubiegłej nocy zaczynałem martwić się o Claire. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wiem, że jest dorosła, ale nie chciałem aby coś jej się stało, albo ktoś ją skrzywdził. Wystarczająco dość się nacierpiała przez Alexa, wielkiego ''piłkarzynę'' i naszą siostrę, o ile można ją tak w ogóle nazwać, bo w praktyce w ogóle nią nie była. Czepiała się wszystkiego, a najbardziej obrywała Claire. Zawsze tak było, od dzieciństwa. Maddie zazdrościła jej wszystkiego. Począwszy od urody do talentu.
Poczułem znaczną ulgę, gdy weszła do mieszkania, po tej nocy niepewność. Jednak nie przyszła się przywitać, ani nic, co wzbudziło we mnie podejrzenia. Jednak postanowiłem się nie mieszać, do czasu aż mi sama powie. Chciałem ją jakoś rozchmurzyć, ale długo nie miałem pojęcia, co mogę zrobić by wywołać choć na chwilę uśmiech na jej drobnej twarzy. Jednak po czasie do głowy wpadł mi pewien pomysł. Udałem się czym prędzej do pokoju siostry, i jak to bywa w moim zwyczaju - bez pukania.
- Lucas! Wiesz że się puka jak się do kogoś wchodzi?? - zdenerwowała się Claire, co zawsze jest dla mnie urocze. Z jej zachowania można było wyczytać, że gdy jest nie w humorze, lepiej z nią nie zadzierać, bo potrafi pokazać pazurki.
- Jesteśmy rodzeństwem, więc chyba mi wolno. - odpowiedziałem ze stoickim spokojem, po czym zająłem miejsce na łóżku Claire.
- A co by było gdybyś zastał mnie nagą? Wtedy też byłoby to dla Ciebie nic takiego?! - zilustrowała mnie wzrokiem, a ja nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
- Ale mi to nie przeszkadza - zaśmiałem się głośno.
- Zboczeniec! - stwierdziła, rzucając we mnie poduszką.
- Miło cię widzieć w dobrym humorze, Claire. - posłałem uśmiech w jej kierunku, która wyraźnie była zdenerwowana.
- A skąd wiesz że mam dobry?
- Intuicja? - skwitowałem.
- Faceci nie mają intuicji
- A kobiety są wredne. - rzuciłem. Zaśmialiśmy się oboje głośno.
- Obudziłeś mnie, wieśniaku. Masz jakąś sprawę do mnie?
- Jest już 11, śpiochu. Nie trzeba było balować w nocy. A tak na poważnie mamy kilka godzin, by przygotować się do meczu.
- Jaki mecz, Lucas? - spojrzała zaskoczona. Podałem jej dwa bilety na dzisiejszy mecz Arsenalu z Manchesterem City, na który od jakiegoś czasu chcę ją zabrać.
- Zwariowałeś! Dobrze wiesz, że nie lubię City. - luknęła z oburzeniem robiąc minę obrażalskiej.
- Ale dla kilku przystojnych piłkarzy z Arsenalu, pójdziesz.
- Weź się! Nie w głowie mi romanse. - skwitowała. Musiałem jej kogoś znaleźć, choć przyznam szczerze nie chciałem się bawić w swatkę. To nie w moim stylu. Ale nie chciałem by była cały czas sama. Zasługiwała na szczęście.
- Lucas.. - spojrzała błagalnie, jednak ja byłem nieugięty.
- Czekam na dole, masz być gotowa za pół godziny.
- Dobra.. - spojrzała ponownie, jednak z rezygnacją zawijając się szczelnie kołdrą i nakładając parę słuchawek. Miałem tylko nadzieję, że mój plan się powiedzie.
Z perspektywy Claire
Jestem wściekła. Podwójnie. Raz na tego gościa, który nie dość że pewnie mnie upił, zaciągnął do łóżka i nic sobie z tego nie robił, a po drugie na mojego okropnego braciszka, za to co wyprawia. Co to za pomysł, żeby zabrać mnie na mecz i to w dodatku z City, choć dobrze wie, że nie lubię tego klubu. Nie miałam ochoty ani tez nastroju by gdziekolwiek iść. Najchętniej bym została w swoim pokoju i nigdzie nie wychodziła, nikt by mi też nie przeszkadzał. Ale z Lucasem jest tak, że zawsze musi postawić na swoim i nie mogłam mu odmówić. Westchnęłam ciężko i wstałam z łóżka w poszukiwaniu swoich ubrań. Przejrzałam całą szafę i jak to bywa, w moim zwyczaju, zrobiłam niezły bałagan. Ostatecznie wybrałam luźną koszulkę, niebieskie dżinsy i trampki. Nie będę się specjalnie stroić, w końcu to tylko mecz.
Droga minęła nam bardzo szybko. Nie odbyło się bez dociekliwych pytań Lucasa o wczorajszym wieczorze. Co robiłaś, z kim się bawiłaś..Uh, myślałam że szału dostanę. Lucas zaparkował samochód tuż przed stadionem. Zajęliśmy swoje miejsca, w loży VIP. Nie pytajcie mnie skąd Lucas ma takie znajomości bo sama do dziś nie mam zielonego pojęcia. Przyjaźni się z kilkoma piłkarzami z Arsenalu i szczerze powiedziawszy wcale mnie to nie interesowało. Piłka nożna to była dla mnie czarna magia. Orientuję się co prawda, co to spalony, rzut karny i inne bzdety ale mnie to nie kręci. Z myślenia wyrwał mnie Lucas.
- Claire, skocz dla nas po coś do picia - rzucił. Ja? Ten to ma czelność, naprawdę
- Dlaczego ja? A może Ty?
- Jesteś najmłodsza więc idziesz.
- Świnia - poszłam zrezygnowana.
Cały czas miałam w głowie to, co wydarzyło się wczoraj. Ten facet - wydawało mi się że skąd go znam. Jest przystojny, dość wysoki - mógłby być piłkarzem. Albo nie! Modelem, pasowałby. Tak bardzo się zamyśliłam, że jakiś kretyn wpadł na mnie wodą którą niosłam dla siebie i Lucasa. Myślałam, że szału dostanę!
- Patrz jak idziesz ciamajdo! - powiedziałam zdenerwowana, patrząc na moją nową koszulę która już była zniszczona.
- Przepraszam. Daj, pomogę ci. - czy on ślepy jest czy jaki, że nie widzi człowieka? Podniosłam głowę do góry by ujrzeć twarz tego idioty. Zamarłam, byłam w szoku. Nie miałam pojęcia, jak się zachować i co powiedzieć. Dlaczego tu nie ma ze mną Lucasa?
***
Tak jak obiecałam, pierwszy rozdział już jest. Nie jestem z niego bardzo zadowolona, ale tak juz jest jak się pisze po roku przerwy :( Jest średni, a dla Was? Sami oceńcie :3 I nie muszę Wam już mówić że komentarze mile widziane? Zapraszam także do zakladki ''Informowani'' gdzie możecie także mi polecić swoje blogi, a na pewno je przeczytam. Pozdrawiam, Alice
Btw, kocham tego gifa :3 Boski Aaron, mrah!
Bez słowa, niemalże po cichu weszła do mieszkania i udała się po schodach do swojego pokoju. Udało jej się to, bez zbędnych pytań brata dziewczyny, Lucasa, który troszczy się o siostrę, co czasami zdarza się doprowadzać Claire do szału. Odkąd rodzeństwo straciło w wypadku samochodowym ojca, Lucas stał się dla nieufnej dość Claire, wielkim wsparciem i osobą na którą zawsze może liczyć. Z matką nie utrzymują kontaktów, gdyż oddaliła się znacznie od reszty rodziny po śmierci męża. Nawet nie próbowała tego zmienić. Zapytacie pewne, co z siostrą tej dwójki. Otóż Maddie, najstarsza z rodzeństwa - zimna i chłodna na zewnątrz dziewczyna - dla której ważniejsze są pieniądze i zaliczanie raz po raz kolejnych facetów, nie interesuje się sprawami rodziny, a co dopiero Claire, którą uważa za wroga. Nigdy nie miały dobrych stosunków, mimo starań najmłodszej, nienawiść została do teraz. Maddie wbiła gwóźdź prosto w serce delikatnej Claire, odbijając jej faceta, z którym wyraźnie była szczęśliwa. Zburzyła jej mały azyl, w którym czuła się bezpiecznie. Maddie mogła sobie pogratulować, a Claire cierpiała. Nikt nie potrafił jej pomóc, ucieczką od problemów stała się dla niej praca fizjoterapeutki której oddawała się całkowicie, bez obawy, że ktoś jej to zniszczy.
Z perspektywy Lucasa
Po ubiegłej nocy zaczynałem martwić się o Claire. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wiem, że jest dorosła, ale nie chciałem aby coś jej się stało, albo ktoś ją skrzywdził. Wystarczająco dość się nacierpiała przez Alexa, wielkiego ''piłkarzynę'' i naszą siostrę, o ile można ją tak w ogóle nazwać, bo w praktyce w ogóle nią nie była. Czepiała się wszystkiego, a najbardziej obrywała Claire. Zawsze tak było, od dzieciństwa. Maddie zazdrościła jej wszystkiego. Począwszy od urody do talentu.
Poczułem znaczną ulgę, gdy weszła do mieszkania, po tej nocy niepewność. Jednak nie przyszła się przywitać, ani nic, co wzbudziło we mnie podejrzenia. Jednak postanowiłem się nie mieszać, do czasu aż mi sama powie. Chciałem ją jakoś rozchmurzyć, ale długo nie miałem pojęcia, co mogę zrobić by wywołać choć na chwilę uśmiech na jej drobnej twarzy. Jednak po czasie do głowy wpadł mi pewien pomysł. Udałem się czym prędzej do pokoju siostry, i jak to bywa w moim zwyczaju - bez pukania.
- Lucas! Wiesz że się puka jak się do kogoś wchodzi?? - zdenerwowała się Claire, co zawsze jest dla mnie urocze. Z jej zachowania można było wyczytać, że gdy jest nie w humorze, lepiej z nią nie zadzierać, bo potrafi pokazać pazurki.
- Jesteśmy rodzeństwem, więc chyba mi wolno. - odpowiedziałem ze stoickim spokojem, po czym zająłem miejsce na łóżku Claire.
- A co by było gdybyś zastał mnie nagą? Wtedy też byłoby to dla Ciebie nic takiego?! - zilustrowała mnie wzrokiem, a ja nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
- Ale mi to nie przeszkadza - zaśmiałem się głośno.
- Zboczeniec! - stwierdziła, rzucając we mnie poduszką.
- Miło cię widzieć w dobrym humorze, Claire. - posłałem uśmiech w jej kierunku, która wyraźnie była zdenerwowana.
- A skąd wiesz że mam dobry?
- Intuicja? - skwitowałem.
- Faceci nie mają intuicji
- A kobiety są wredne. - rzuciłem. Zaśmialiśmy się oboje głośno.
- Obudziłeś mnie, wieśniaku. Masz jakąś sprawę do mnie?
- Jest już 11, śpiochu. Nie trzeba było balować w nocy. A tak na poważnie mamy kilka godzin, by przygotować się do meczu.
- Jaki mecz, Lucas? - spojrzała zaskoczona. Podałem jej dwa bilety na dzisiejszy mecz Arsenalu z Manchesterem City, na który od jakiegoś czasu chcę ją zabrać.
- Zwariowałeś! Dobrze wiesz, że nie lubię City. - luknęła z oburzeniem robiąc minę obrażalskiej.
- Ale dla kilku przystojnych piłkarzy z Arsenalu, pójdziesz.
- Weź się! Nie w głowie mi romanse. - skwitowała. Musiałem jej kogoś znaleźć, choć przyznam szczerze nie chciałem się bawić w swatkę. To nie w moim stylu. Ale nie chciałem by była cały czas sama. Zasługiwała na szczęście.
- Lucas.. - spojrzała błagalnie, jednak ja byłem nieugięty.
- Czekam na dole, masz być gotowa za pół godziny.
- Dobra.. - spojrzała ponownie, jednak z rezygnacją zawijając się szczelnie kołdrą i nakładając parę słuchawek. Miałem tylko nadzieję, że mój plan się powiedzie.
Z perspektywy Claire
Jestem wściekła. Podwójnie. Raz na tego gościa, który nie dość że pewnie mnie upił, zaciągnął do łóżka i nic sobie z tego nie robił, a po drugie na mojego okropnego braciszka, za to co wyprawia. Co to za pomysł, żeby zabrać mnie na mecz i to w dodatku z City, choć dobrze wie, że nie lubię tego klubu. Nie miałam ochoty ani tez nastroju by gdziekolwiek iść. Najchętniej bym została w swoim pokoju i nigdzie nie wychodziła, nikt by mi też nie przeszkadzał. Ale z Lucasem jest tak, że zawsze musi postawić na swoim i nie mogłam mu odmówić. Westchnęłam ciężko i wstałam z łóżka w poszukiwaniu swoich ubrań. Przejrzałam całą szafę i jak to bywa, w moim zwyczaju, zrobiłam niezły bałagan. Ostatecznie wybrałam luźną koszulkę, niebieskie dżinsy i trampki. Nie będę się specjalnie stroić, w końcu to tylko mecz.
Droga minęła nam bardzo szybko. Nie odbyło się bez dociekliwych pytań Lucasa o wczorajszym wieczorze. Co robiłaś, z kim się bawiłaś..Uh, myślałam że szału dostanę. Lucas zaparkował samochód tuż przed stadionem. Zajęliśmy swoje miejsca, w loży VIP. Nie pytajcie mnie skąd Lucas ma takie znajomości bo sama do dziś nie mam zielonego pojęcia. Przyjaźni się z kilkoma piłkarzami z Arsenalu i szczerze powiedziawszy wcale mnie to nie interesowało. Piłka nożna to była dla mnie czarna magia. Orientuję się co prawda, co to spalony, rzut karny i inne bzdety ale mnie to nie kręci. Z myślenia wyrwał mnie Lucas.
- Claire, skocz dla nas po coś do picia - rzucił. Ja? Ten to ma czelność, naprawdę
- Dlaczego ja? A może Ty?
- Jesteś najmłodsza więc idziesz.
- Świnia - poszłam zrezygnowana.
Cały czas miałam w głowie to, co wydarzyło się wczoraj. Ten facet - wydawało mi się że skąd go znam. Jest przystojny, dość wysoki - mógłby być piłkarzem. Albo nie! Modelem, pasowałby. Tak bardzo się zamyśliłam, że jakiś kretyn wpadł na mnie wodą którą niosłam dla siebie i Lucasa. Myślałam, że szału dostanę!
- Patrz jak idziesz ciamajdo! - powiedziałam zdenerwowana, patrząc na moją nową koszulę która już była zniszczona.
- Przepraszam. Daj, pomogę ci. - czy on ślepy jest czy jaki, że nie widzi człowieka? Podniosłam głowę do góry by ujrzeć twarz tego idioty. Zamarłam, byłam w szoku. Nie miałam pojęcia, jak się zachować i co powiedzieć. Dlaczego tu nie ma ze mną Lucasa?
***
Tak jak obiecałam, pierwszy rozdział już jest. Nie jestem z niego bardzo zadowolona, ale tak juz jest jak się pisze po roku przerwy :( Jest średni, a dla Was? Sami oceńcie :3 I nie muszę Wam już mówić że komentarze mile widziane? Zapraszam także do zakladki ''Informowani'' gdzie możecie także mi polecić swoje blogi, a na pewno je przeczytam. Pozdrawiam, Alice
Btw, kocham tego gifa :3 Boski Aaron, mrah!
sobota, 24 stycznia 2015
Prologue
To miał być zwykły wypad na imprezę. Trochę alkoholu, trochę
zabawy. Jak się skończyło? Na wspólnej nocy z nieznajomym facetem. Taki przypadek spotkał sympatyczną i rozsądną
Claire, zwykle podejmującą dobre decyzje.
Leczyła właśnie serce po rozstaniu z chłopakiem, który zostawił ją dla
starszej siostry. Ciekawie, prawda? Długo jej zajęło pozbieranie się z tego
wszystkiego.
Gdyby tylko wtedy wiedziała kto towarzyszył jej ubiegłej
nocy. ..
Obudziła się bardzo wcześnie rano z wielkim bólem głowy,
czego można było się spodziewać po tak intensywnym zakrapianym alkoholem,
wieczorze. Przeciągnęła się na drugi bok i widok który ujrzała był wielkim
zaskoczeniem. Przetarła oczy kilka razy, by uwierzyć w to co się stało. Zerknęła
kilka razy pod kołdrę by uwierzyć w przebieg wydarzeń. Spali ze sobą w jednym
pomieszczeniu, jednym łóżku. Na domiar złego, byli całkowicie nadzy.
- Kurwa! – krzyknęła głośno, co w przypadku nieśmiałej
Claire było …zaskoczeniem? Takie zachowanie jest do niej niepodobne, gdyż
wszyscy uważają ją za miłą, kulturalną dziewczynę bez żadnych ekscesów.
Całkowite przeciwieństwo bruneta, który korzystał z życia ile się dało. Był
wysokim, dość przystojnym piłkarzem, który grał w jednym z angielskich klubów.
Z niezłą opinią playboya, zmieniającego dziewczyny niczym jak rękawiczki
piłkarskie. Noc z Claire nie była dla niego niczym niezwykłym. Ale dla niej? Na
pewno szokiem.
- Już nie śpisz? – ziewnął z uśmiechem na twarzy, który dodawał mu uroku.
- Jak widac nie. – podniosła się z łóżka i zaczęła ubierać
na siebie bieliznę, po czym prosto poszła do łazienki bruneta. Przemyła twarz
kilka razy i wzięła orzeźwiający prysznic, który w pewien sposób oczyścił ją z
niepewnych myśli. Szybko zeszła na dół,
w kierunku drzwi wyjściowych. Miała to szczęście, że piłkarz nie zauważył jej
szybkiego wymknięcia się z mieszkania.
Dziewczyna miała nadzieję zapomnieć czym prędzej o tym feralnym wieczorze z Nim..
Jednak czy dla Niego była to tylko przygoda?
***
Witajcie, po roku przerwy :3 Wracam z nowym opowiadaniem, który liczę, że paru osobom się spodoba. Mój prolog nie powala na kolana, ale ja nigdy nie byłam w tym dobra, więc z góry przepraszam. Mile widziane są komentarze na które gorąco zachęcam. To motywuje mnie do działania. Kiedy pierwszy rozdział? Jeśli prolog Wam się spodoba, to możliwe że w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam, Alice.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
